|
Z wizytą u hodowcy - Ladislav Groda
Po raz pierwszy zetknąłem się z nazwiskiem Groda przed trzema lub czterema laty przeglądając czeski dwutygodnik FAUNA,
a w nim sprawozdanie z wystawy papużek falistych. Moją uwagę zwróciło, że we wszystkich klasach wystawowych zwyciężyły ptaki, których hodowcą był Ladislav Groda. Pomyślałem wówczas: a cóż to za As i sam sobie odpowiedziałem: to pewnie jakaś lokalna wystawa, a właściciel tych ptaków jest jedynym ich hodowcą na tym terenie. Kiedy po krótkim czasie ponownie spotkałem się z podobną relacją, a ranga wystawy była wysoka postanowiłem odwiedzić tę hodowlę. Po kilku miesiącach, latem wraz z kolegą udaliśmy się do niezbyt odległej od nas Opawy. Niestety nie zastaliśmy hodowcy, lecz jego przemiła małżonka pozwoliła nam obejrzeć ptaki. To co zobaczyłem zrobiło na mnie wrażenie. Zrozumiałem, że po raz pierwszy w życiu oglądam prawdziwe WPF. Ptaki te w porównaniu z wystawianymi w Polsce tzw. standardami wyglądały jakby należały do zupełnie innego gatunku. Olbrzymie zwierzęta o potężnych głowach i bardzo obfitym upierzeniu. Zaskoczyła mnie również skala hodowli, doliczyłem się około 100 par oraz kilkaset sztuk młodych. Wówczas zacząłem się bliżej interesować hodowlą WPF w Czechach. Wkrótce zorientowałem się, że hodowlą tych ptaków zajmuje się aktywnie kilkuset hodowców zrzeszonych w dwóch klubach z siedzibami w Pradze i Brnie. Dla przykładu podam, że w 1998r. na brneńskiej krajowej wystawie pokazano i oceniono 657 ptaków należących do 53 hodowców. A w wystawie tej udział brali tylko najlepsi. Po kilku latach obserwacji hodowli WPF w Czechach nawiązałem kontakt z wieloma czeskimi hodowcami. Teraz kiedy powstała polska fauna&flora, zdecydowałem się przeprowadzić wywiad z niekwestionowanym liderem wśród czeskich hodowców (uznawanym za nr 1 nawet przez ludzi mu nieprzychylnych), a także w tej części Europy. Ladislav Groda jest czterdziestolatkiem, przedsiębiorcą i człowiekiem o niezwykle silnej osobowości. Jest bardzo kontaktowym, ale trudnym rozmówcą, ostatnie słowo zawsze musi należeć do niego.
Marek Orel: Czym jest dla Pana hodowla WPF?
Ladislav Groda: Zajmuję się tym ponieważ w tej hodowli jest wiele elementów sportu. Liczne konkursy zmuszają do współzawodnictwa, ciągłego postępu. Nie idzie nawet
o to by zwyciężyć, chcę sprawdzić czy potrafię dotrzymać kroku najlepszym w Europie.
M.O.: Jak Pan doszedł do takich efektów hodowlanych?
L.G.: Zacząłem podobnie jak wszyscy, hodowałem wiele gatunków ptaków egzotycznych, takie małe domowe ZOO. Intensywniej hodowlą WPF zająłem się w 1981r., ale do specjalistycznej hodowli tych ptaków przystąpiłem kilka lat później. Ścisła specjalizacja nastąpiła po tym, jak zrozumiałem, że WPF to wymysł człowieka i tylko człowiek potrafi tak pięknie zmienić gatunek zwierząt występujący w przyrodzie. Wówczas to przystąpiłem do uszlachetniania tych ptaków z uświadomionym celem hodowlanym. Sprawia mi to satysfakcję i robię to do dzisiaj.
M.O.: Przepraszam, że pytam o tak "przyziemne sprawy", ale ile kosztuje prowadzenie hodowli na tym poziomie i na taką skalę?
L.G. Sporo. Moje pierwsze dobre ptaki nabyłem od hodowców czeskich: Miroslava Rasticy i Otto Stastnego oraz od hodowców austriackich. Dzisiaj mam ptaki należące do europejskiej czołówki, ale niezależnie od tego corocznie kupuję ok. 50 ptaków od czołowych hodowców Europy. Zaopatruję się w Holandii, Austrii, a głównie u "numero uno" w Europie - Niemca Jo Mannesa. Każdy z tych ptaków kosztuje co najmniej 500 DM, a często bywa, że 1500-2000 DM/szt. Uważam się za fachowca, a mimo tego część zakupów okazuje się nietrafna. Spośród zakupionych zwierząt, tylko ok. 25%, pozostawia po sobie potomstwo. które spełnia pokładane w ich rodzicach nadzieje. Im większy i cięższy ptak, tym lepszy dla oka, ale trudniejszy w hodowli, a ich witalność i płodność jest odwrotnie proporcjonalna do klasy zwierzęcia. Najcenniejsze ptaki często pozostawiają po sobie, przez cały swój żywot tylko jednego lub dwóch potomków. Obrazu-je to jak trudna, skomplikowana i kosztowna jest hodowla WPF na najwyższym poziomie.
M.O.: Ile ptaków ma Pan aktualnie?
L.G.: Obecnie mam 200 par hodowlanych, na które składają się 200 samców i 250 samic (pewna nadwyżka samic jest niezbędna
w każdej hodowli, ponieważ samice częściej giną oraz wykazują cechy nakazujące usunięcie ich z hodowli - przyp.
M.O.).
M.O.: Czy zatem hodowca posiadający kilka par ma szansę w konkursie?
L.G.: Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie każdy miłośnik hodowli WPF może posiadać tak liczną stawkę ptaków. Ale każdy kto ma co najmniej 10 par może już liczyć na pewne sukcesy hodowlane. Za optymalną dla małych hodowli uważam liczbę 20 par. Taka liczba zwierząt pozwala na prowadzenie metodą "na linię", dwóch lub trzech linii hodowlanych. Metodę tę uważam za najlepszą, a jeżeli do tego dodać odpowiednią wiedzę teoretyczną - szczególnie w zakresie genetyki, surową selekcję ptaków, wytrwałość w dążeniu do celu - to przy odrobinie szczęścia można osiągnąć nawet znaczące sukcesy.
M.O.: Od czego zacząć hodowlę WPF?
L.G.: Uważam, że poważną hodowlę WPF warto rozpoczynać od ptaków, które osiągnęły ocenę (oczywiście wg wymogów europejskich) co najmniej 84 pkt. Ptaki z taką oceną reprezentują na ogół dobry średni poziom, a występują dosyć licznie w obrocie za relatywnie przystępną cenę. Reszta zależy od hodowcy. Każdy hodowca powinien uczestniczyć w konkursach, wystawach - również zagranicznych - korzystać z odpo-wiedniej literatury, utrzymywać kontakty
z czołowymi hodowcami.
M.O.: Jakie są Pana największe sukcesy?
L.G.: Około 25 razy byłem Mistrzem Czechosłowacji, a później Republiki Czeskiej, w tym nieprzerwanie w latach 1988-1998. A także: Najlepszy samiec spangle (perłowy) na Mistrzostwach Europy'98, Najlepsza para spangle na M.E.'98. Za swój osobisty sukces uważam to, że jestem doceniany przez hodowców zachodnio-europejskich, którzy zapraszają mnie jako eksperta oceniającego ich ptaki na wystawach w Niemczech i Holandii.
M.O.: Dziękuję za rozmowę.
P.S. Kiedy skończyliśmy rozmowę jak zwykle poszliśmy obejrzeć ptaki mojego rozmówcy. A jest na co popatrzeć! Oprócz ptaków piękny pawilon hodowlany, nowocześnie wyposażony i urządzony. Po godzinnym zwiedzaniu hodowli podziękowałem za rozmowę, pożegnałem się z bardzo miłą i gościnną małżonką gospodarza i z żalem opuściłem Opawę.
Artykuł został również opublikowany w nr 6/1999 (lipiec) miesięcznika
"Fauna&Flora".
|